Każdy może zostać pacjentem
"Taka praktyka firm farmaceutycznych to sprzedawanie chorób, poszerzanie definicji choroby i tworzenie rynku dla tych, którzy dostarczają lekarstwa" - czytamy w raporcie.
To właśnie takim działaniom swój sukces zawdzięcza lek na zaburzenia erekcji - viagra - twierdzą główni autorzy raportu Ray Moynihan i prof. David Henry. Firmie Pfizer udało się przekonać potencjalnych pacjentów, że kłopoty ze wzwodem to przypadłość nawet co drugiego mężczyzny po 40. Według Joela Lexchina, opisującego strategię Pfizera, prezentowane przez producenta dane dotyczące powszechności problemu są nierzetelne, w rzeczywistości problemy ze wzwodem (stworzono nawet do tego nowy termin - dysfunkcje erekcji) dotyczą niewielkiej grupy starszych mężczyzn. - Z takimi zarzutami spotykamy się po raz pierwszy - powiedział "Rz" Adam Linka, rzecznik prasowy Pfizer Polska. - Lek sprawił, że leczenie stało się łatwiejsze i powszechniejsze, wprowadzenie viagry narynek nie zwiększyło jednak liczby mężczyzn cierpiących na zaburzenia erekcji. Większa świadomość społeczeństwa i dążenie do jak największego komfortu życia ujawniają nowe potrzeby zdrowotne, którym współczesna medycyna potrafi wyjść naprzeciw - podkreślił Adam Linka.
Prozdrowotna panika
Z pacjentów zrobiono konsumentów - piszą Ray Moynihan i prof. David Henry. Podają też najnowszy przykład "kreowania zapotrzebowania" na nowe leki - dysfunkcja seksualna kobiet. Pojawiła się już nawet "viagra dla kobiet" - intrinsa w postaci plasterków na brzuch opracowana przez Watson Pharmaceuticals i licencjonowana przez Procter & Gamble. "Nadanie medycznego wymiaru (takim problemom) jest atrakcyjne, ponieważ oferuje proste i naukowe rozwiązanie. To wpisuje się w ogólną tendencję do znajdywania biologicznych wyjaśnień i terapii", pisze w raporcie prof. Leonore Tiefer, psychiatra z New York University School of Medicine, zajmująca się fenomenem dysfunkcji seksualnej kobiet. Według badań firm farmaceutycznych przypadłość ta jest udziałem ok. 43 proc. kobiet. W podobny sposób specjaliści z firm farmaceutycznych starają się zamienić zwykłe aspekty życia - np. menopauzę - w stan wymagający leczenia. Niegroźne problemy zdrowotne - takie, jak zespół jelita drażliwego czy zespół niespokojnych nóg - przedstawiane są jako poważne schorzenia. Chorobą stał się także wysoki poziom cholesterolu czy osteoporoza, podczas gdy w rzeczywistości to tylko czynniki ryzyka - piszą naukowcy w "Public Library of Science Medicine". Dzieje się tak, ponieważ dysponujemy preparatami przeciwdziałającymi tym przypadłościom. Tak jest również w przypadku innej "nowej choroby" - ADHD, czyli zespołu nadaktywności psychoruchowej. - ADHD został uznany za jednostkę chorobową przez środowisko światowych niezależnych ekspertów w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, o czym świadczy umieszczenie choroby w światowych klasyfikacjach medycznych, przeprowadzone badania, powołane komisje naukowe czy wskazania i standardy postępowania z ADHD - podkreśla Magdalena Jakubowska z Eli Lilly Polska, producenta leku stosowanego przy ADHD. Choć jednak dysleksja czy autyzm mają nie mniejszy wpływ na wyniki dzieci w nauce, nie są prowadzone społeczne kampanie informacyjne im poświęcone. Wszystko dlatego, że nie mamy gotowych leków - przekonuje na łamach "PLoS" Christine Phillips z Australian National University Medical School.